W tym artykule · 14 sekcji
Cała ta „bezbronność” zaczyna się wtedy, gdy pacjent nie wie, że może powiedzieć „nie”.
Są takie sytuacje, w których człowiek nie wchodzi do szpitala jako świadomy uczestnik procedury, tylko jak ktoś, kto chce przetrwać, kto boi się o swoje zdrowie i życie, jest przerażony biegiem zdarzeń. Bezbronny.
Opracowanie na podstawie przypadku położniczo-ginekologicznego.
Pacjentka z podejrzeniem ciąży pozamacicznej nie przychodzi po komfort. Przychodzi po diagnozę, bezpieczeństwo i ratunek. Często jest młoda, przerażona, obolała, zawstydzona i całkowicie zależna od osób, które stoją w okienku rejestracji, po drugiej stronie łóżka, fotela ginekologicznego albo parawanu. W takim stanie trudno cytować przepisy, zadawać stanowcze pytania i pilnować swoich granic. Zwłaszcza, że jest tam sama.
Na kanwie jednej z takich historii warto opisać problem, który w ochronie zdrowia nadal bywa spychany do kategorii „tak po prostu wygląda szpital” lub „tak po prostu jest”. Pacjentka trafia na oddział ginekologiczny z powodu ciąży pozamacicznej. To stan, który może zagrażać zdrowiu i życiu kobiety, dlatego szybka diagnostyka jest konieczna. Serwis pacjent.gov.pl wskazuje, że ciąża pozamaciczna polega najczęściej na zagnieżdżeniu komórki jajowej w jajowodzie, uniemożliwia prawidłowy rozwój zarodka oraz zagraża zdrowiu i życiu kobiety.
Ale nawet stan zagrożenia nie odbiera pacjentce prawa do godności.
W opisywanym przypadku pacjentka relacjonuje, że podczas badań ginekologicznych do sali wchodził starszy lekarz z większą grupą innych osób (lekarzy/ studentów). Nikt miał nie wyjaśnić jej spokojnie, kto jest obecny, po co te osoby uczestniczą w badaniu, czy ich obecność jest konieczna i czy pacjentka może się sprzeciwić. Pacjentka była przestraszona, więc milczała. Po czasie opisała swoje odczucia jako doświadczenie odarcia z intymności i sprawczości. Miała poczucie, że jej ciało potraktowano jak przedmiot procedury, a nie jak ciało człowieka.
To nie jest wyłącznie opowieść o złym samopoczuciu po badaniu. To jest opowieść o prawie.
Art. 20. Krótki przepis, który powinien zmienić sposób myślenia o pacjencie.
Art. 20 ust. 1 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta stanowi, że pacjent ma prawo do poszanowania intymności i godności, w szczególności w czasie udzielania mu świadczeń zdrowotnych. Ustęp drugi dodaje, że prawo do poszanowania godności obejmuje także prawo do umierania w spokoju i godności.
Ten przepis bywa cytowany szybko, jak elegancka deklaracja. Tymczasem jego prawdziwa treść ujawnia się dopiero przy łóżku pacjenta. Albo na fotelu ginekologicznym. Albo w sali badań, w której pacjent leży odsłonięty, a wokół niego stoją osoby, których obecności nie rozumie, a często nie jest mu ona wytłumaczona.
Prawo do intymności nie polega tylko na zasunięciu zasłonki. Obejmuje fizyczność pacjenta, nagość, badanie miejsc intymnych, rozmowę o zdrowiu, chorobie, seksualności, płodności, krwawieniu, poronieniu, ciąży, nowotworze, nietrzymaniu moczu albo śmierci. Rzecznik Praw Pacjenta wskazuje, że intymność obejmuje zarówno przeżycia wewnętrzne, jak i fizyczność, których ujawnienie może powodować u przeciętnego człowieka dyskomfort, zażenowanie i wstyd.
Prawo do godności idzie jeszcze dalej. Nie chodzi tylko o to, żeby pacjent nie został obrażony. Chodzi o to, żeby nie został sprowadzony do choroby, wyniku, narządu, łóżka albo przypadku klinicznego. Rzecznik Praw Pacjenta podkreśla, że godność pacjenta oznacza traktowanie go z szacunkiem, życzliwością i poszanowaniem podmiotowości, a pacjent nie może być sprowadzany wyłącznie do swojej choroby, wyniku badania czy numeru w systemie.
Właśnie dlatego art. 20 nie jest ozdobnikiem. To przepis, który powinien być obecny w każdej sali badań, zwłaszcza tam, gdzie pacjent jest nagi, przestraszony i zależny od osób trzecich.
Badanie ginekologiczne nie jest zwykłą formalnością.
W dokumentach medycznych badanie ginekologiczne może wyglądać jak jedna z wielu czynności. Dla pacjentki często jest doświadczeniem granicznym. Wymaga odsłonięcia najbardziej intymnych części ciała. Wymaga zaufania. Wymaga zgody na dotyk, ocenę, narzędzia, pytania i pozycję, w której kobieta może czuć się całkowicie bezbronna.
Tę różnicę między medyczną rutyną a doświadczeniem pacjentki trzeba wreszcie nazwać. Dla lekarza to może być kolejne badanie danego dnia. Dla pacjentki to może być moment, który będzie pamiętała latami. Zwłaszcza gdy badanie dotyczy możliwej operacji, płodności, narządów rodnych albo ryzyka na które nie da się być gotowym.
Nie chodzi o to, aby utrudniać diagnostykę. Nie chodzi o to, aby personel bał się badać pacjentki. Chodzi o to, aby badanie nie było wykonywane w atmosferze, w której pacjentka znika jako osoba. Medycyna może być stanowcza, szybka i skuteczna, ale nie musi być obojętna. Można badać sprawnie i jednocześnie powiedzieć: „teraz wejdzie jeszcze lekarz konsultujący”, „ta osoba jest położną”, „czy zgadza się Pani na obecność osób szkolących się”, „jeżeli czuje Pani dyskomfort, proszę powiedzieć”.
To nie zajmuje wielu minut. To zmienia całą sytuację.
Kto może być obecny przy badaniu?
Najbardziej praktyczne pytanie brzmi: czy do sali może wejść kilka osób tylko dlatego, że są lekarzami albo pracują w szpitalu? Odpowiedź wymaga rozróżnienia.
Art. 22 ustawy o prawach pacjenta stanowi, że osoba wykonująca zawód medyczny ma obowiązek postępować w sposób zapewniający poszanowanie intymności i godności pacjenta. Ten sam przepis wskazuje, że osoby wykonujące zawód medyczny inne niż udzielające świadczeń uczestniczą przy tych świadczeniach tylko wtedy, gdy jest to niezbędne ze względu na rodzaj świadczenia albo wykonywanie czynności kontrolnych. Uczestnictwo, a także obecność innych osób, wymaga zgody pacjenta oraz osoby wykonującej zawód medyczny udzielającej świadczenia.
To znaczy, że trzeba odróżnić osoby konieczne od osób dodatkowych.
Jeżeli obecny jest lekarz prowadzący, położna, anestezjolog przy procedurze albo lekarz konsultujący, ich obecność może wynikać z rodzaju świadczenia. Jeżeli jednak do sali wchodzi większa grupa osób, a pacjentka nie wie, kim są, dlaczego patrzą i czy muszą być obecne, powstaje problem. Zwłaszcza przy badaniu ginekologicznym, które z natury rzeczy dotyczy intymności.
Rzecznik Praw Pacjenta wskazuje, że w pomieszczeniu powinny przebywać wyłącznie osoby, których obecność jest uzasadniona ze względu na proces udzielania świadczenia lub których obecności pacjent wyraźnie sobie życzy.
To zdanie powinno być czytane dosłownie. Pacjentka nie ma obowiązku domyślać się, kto jest kim. To personel powinien wyjaśnić, dlaczego dana osoba jest przy badaniu.
Szpital dydaktyczny nie stanowi wyłączenia godności i obowiązku informacji.
Najtrudniejszy argument brzmi: „to szpital kliniczny, tu się uczą”. Tak, medycyna musi kształcić. Studenci, rezydenci, młodsi lekarze i personel medyczny muszą zdobywać doświadczenie. Bez tego nie będzie przyszłych specjalistów. Prawo także dostrzega ten problem.
Art. 36 ust. 4 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przewiduje, że do klinik, szpitali akademii medycznych, medycznych jednostek badawczo rozwojowych i innych jednostek uprawnionych do kształcenia studentów nauk medycznych, lekarzy oraz innego personelu medycznego, w zakresie niezbędnym do celów dydaktycznych, nie stosuje się art. 22 ust. 2 ustawy o prawach pacjenta.
Ten przepis bywa odczytywany zbyt szeroko. Nie jest zgodą na dowolność. Nie oznacza, że pacjentka na oddziale klinicznym traci prawo do intymności. Nie oznacza, że można wejść większą grupą do sali badań bez przedstawienia się, bez wyjaśnienia. Nie oznacza, że pacjentka staje się materiałem dydaktycznym pozbawionym własnego głosu.
Wyjątek dydaktyczny dotyczy określonych sytuacji i zakresu niezbędnego do celów dydaktycznych. Nadal obowiązuje art. 20 ustawy o prawach pacjenta. Nadal obowiązuje art. 36 ust. 1 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, zgodnie z którym lekarz podczas udzielania świadczeń zdrowotnych ma obowiązek poszanowania intymności i godności osobistej pacjenta. Lekarz ma także obowiązek dbać, aby inny personel medyczny przestrzegał tej zasady.
Szpital dydaktyczny nie jest miejscem, w którym godność pacjentki przegrywa z dydaktyką. Jest miejscem, w którym przyszli lekarze powinni uczyć się także tego, jak nie odbierać pacjentowi człowieczeństwa.
Milczenie pacjentki nie zawsze oznacza zgodę.
W takich sprawach bardzo często pada zdanie: „pacjentka się nie sprzeciwiła”. Tylko, że w realiach szpitalnych milczenie bywa najbardziej mylącą odpowiedzią.
Pacjentka w stanie strachu nie zachowuje się jak osoba negocjująca warunki umowy. Jest w sytuacji zależności. Boi się diagnozy. Boi się operacji. Boi się bólu. Boi się, że jeśli zaprotestuje, zostanie uznana za trudną. Boi się, że lekarz się zdenerwuje lub potraktuje ją gorzej. Boi się, że odmowa pogorszy jej sytuację. Czasem nawet nie wie, że może odmówić obecności osób, które nie są konieczne.
Prawo do zgody pacjenta nie może być oderwane od prawa do informacji. Art. 16 ustawy o prawach pacjenta stanowi, że pacjent ma prawo do wyrażenia zgody na udzielenie określonych świadczeń zdrowotnych albo odmowy takiej zgody po uzyskaniu informacji w zakresie określonym w art. 9. Art. 9 przyznaje pacjentowi prawo do przystępnej informacji o stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych, następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia i rokowaniu.
W kontekście intymności oznacza to jedno: pacjentka musi rozumieć, co się dzieje, kto uczestniczy i po co. Bez tego jej milczenie może być jedynie reakcją na presję sytuacji, a nie świadomą akceptacją.
Milczenie przestraszonej pacjentki nie powinno być wygodnym alibi dla systemu.
Pacjentka ma prawo do osoby bliskiej.
W wielu sytuacjach pacjentka może odzyskać głos dzięki obecności osoby bliskiej. Ustawa o prawach pacjenta przewiduje, że na życzenie pacjenta przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może być obecna osoba bliska. Osoba wykonująca zawód medyczny może odmówić obecności osoby bliskiej w przypadku prawdopodobieństwa zagrożenia epidemicznego albo ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjenta, a odmowę odnotowuje się w dokumentacji medycznej.
To prawo nie jest dodatkiem emocjonalnym. Dla pacjentki w kryzysie obecność osoby bliskiej może oznaczać możliwość zadania pytania, zapamiętania informacji, poproszenia o wyjaśnienie, zauważenia nieprawidłowości i przerwania milczenia. W badaniu ginekologicznym nie zawsze będzie to możliwe w pełnym zakresie, bo trzeba uwzględnić organizację świadczenia, intymność i bezpieczeństwo. Ale odmowa obecności osoby bliskiej nie powinna być automatyczna ani wygodna. Powinna mieć podstawę.
Pacjentka może powiedzieć: „chcę, aby była przy mnie osoba bliska”. Jeżeli personel odmawia, pacjentka może poprosić o podanie przyczyny i odnotowanie odmowy w dokumentacji.
To czasem wystarczy, aby zmienić ton całej sytuacji.
Co pacjentka może powiedzieć w sali badań?
Ten artykuł nie ma na celu uczenia pacjentek walki z lekarzami. Ma uczyć języka, którego często brakuje wtedy, gdy bezradność i bezsilność odbiera głos.
Pacjentka może powiedzieć:
„Proszę wyjaśnić, kim są osoby obecne w sali”.
„Nie wyrażam zgody na obecność osób, które nie są konieczne do udzielenia mi świadczenia”.
„Proszę ograniczyć liczbę osób przy badaniu”.
„Chcę porozmawiać z lekarzem na osobności”.
„Proszę nie omawiać mojego stanu zdrowia przy osobach postronnych”.
„Proszę wyjaśnić, czy ta osoba uczestniczy w leczeniu, czy jest obecna w celach dydaktycznych”.
„Proszę odnotować mój sprzeciw w dokumentacji”.
„Potrzebuję chwili. Chcę zrozumieć, co się dzieje”.
To są zdania proste, ale w realnej sytuacji mogą być bardzo trudne. Dlatego warto znać je wcześniej. Pacjentka nie musi być agresywna. Nie musi podnosić głosu. Nie musi uzasadniać wstydu. Wystarczy, że jasno nazwie swoje granice.
A personel powinien je usłyszeć.
Co można zrobić po naruszeniu intymności i godności?
Jeżeli pacjentka po czasie dochodzi do wniosku, że jej prawo do intymności lub godności zostało naruszone, pierwszym krokiem jest spisanie przebiegu zdarzenia. Warto odtworzyć datę, godzinę, miejsce, obecne osoby, wypowiedziane słowa, liczbę osób w sali, przebieg badania, reakcję pacjentki, obecność osoby bliskiej, ewentualną odmowę i to, czy cokolwiek odnotowano w dokumentacji.
Drugi krok to wystąpienie o dokumentację medyczną. Dokumentacja nie pokaże wszystkiego. Nie pokaże tonu głosu. Nie pokaże wstydu. Nie pokaże tego, że pacjentka czuła się jak ktoś pozbawiony sprawczości. Ale może pokazać przebieg udzielania świadczeń, rozpoznania, konsultacje, zalecenia i osoby uczestniczące w leczeniu.
Trzeci krok to skarga. Może zostać skierowana do kierownika podmiotu leczniczego, do Rzecznika Praw Pacjenta, a w niektórych przypadkach także do organów odpowiedzialności zawodowej. Rzecznik Praw Pacjenta wskazuje, że jeśli problem dotyczący godności lub intymności nie zostanie rozwiązany, pacjent może złożyć skargę do kierownika podmiotu leczniczego, a w sprawach naruszenia praw pacjenta zwrócić się do Rzecznika.
Czwarty krok, w najpoważniejszych przypadkach, to rozważenie roszczeń cywilnych. Art. 4 ustawy o prawach pacjenta przewiduje, że w razie zawinionego naruszenia praw pacjenta sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę na podstawie art. 448 Kodeksu cywilnego.
Nie każda nieprzyjemna sytuacja w szpitalu będzie od razu sprawą sądową. Ale każda pacjentka ma prawo nazwać naruszenie, zabezpieczyć dowody i domagać się wyjaśnień.
Naruszenie intymności nie musi zostawić śladu na ciele.
Jednym z największych błędów w myśleniu o prawach pacjenta jest przekonanie, że krzywda musi być widoczna. Jeśli nie ma siniaka, nie było problemu. Jeśli badanie było medycznie uzasadnione, nie ma o czym mówić. Jeśli pacjentka wyszła ze szpitala zdrowa, nie powinna wracać do tematu.
To nieprawda.
Naruszenie intymności i godności może zostawić ślad w psychice, w relacji z lekarzami, w lęku przed kolejnym badaniem, w poczuciu wstydu, w unikaniu kontroli (tu ginekologicznych), w bezsenności, w powracającym obrazie sali, w poczuciu, że własne ciało przestało należeć do pacjentki.
Prawo pacjenta do intymności i godności chroni właśnie przed takim doświadczeniem. Nie dlatego, że pacjent jest delikatny. Dlatego, że człowiek w systemie ochrony zdrowia jest wyjątkowo podatny na zranienie. Jest zależny od wiedzy, decyzji i tonu osób, które mają nad nim przewagę.
Rzecznik Praw Pacjenta w jednym z przykładów naruszenia prawa do intymności wskazał, że przeprowadzanie czynności medycznych w obecności przypadkowych osób stanowi dla pacjenta sytuację wyjątkowo trudną i narusza jego poczucie intymności. Podkreślił też, że trudności organizacyjne lub lokalowe nie zwalniają personelu z obowiązku zapewnienia pacjentom prawa do intymności i godności.
To zdanie warto odnieść szerzej. Trudności organizacyjne, dydaktyka, pośpiech, kolejka, zwyczaj oddziału i autorytet lekarza nie zwalniają z poszanowania godności.
Pacjentka nie jest problemem, kiedy pyta o swoje prawa.
W polskich realiach pacjentka często boi się, że zostanie uznana za roszczeniową. Zwłaszcza gdy mówi o intymności. Zwłaszcza gdy nie ma nagrania, nazwisk, świadków albo dokumentu potwierdzającego atmosferę zdarzenia.
Tylko, że prawo pacjenta nie istnieje wyłącznie dla spraw idealnie udokumentowanych. Istnieje także po to, żeby zmieniać standard. Żeby pacjentka przed badaniem wiedziała, że może pytać. Żeby lekarz pamiętał, że pacjentka może milczeć ze strachu, nie z komfortu. Żeby szpital rozumiał, że obecność większej liczby osób przy badaniu intymnym wymaga szczególnej ostrożności. Żeby dydaktyka nie odbywała się kosztem poczucia bezpieczeństwa pacjentki.
Pacjentka, która pyta „kim są te osoby?”, nie utrudnia leczenia. Pacjentka, która mówi „proszę ograniczyć liczbę osób”, nie jest histeryczna. Pacjentka, która prosi o rozmowę na osobności, korzysta z prawa. Pacjentka, która zgłasza naruszenie, nie atakuje medycyny. Przypomina, że medycyna dotyczy człowieka.
Odpowiedzialność personelu zaczyna się przed badaniem.
Poszanowanie godności nie zaczyna się po skardze. Zaczyna się jeszcze przed badaniem. W sposobie zaproszenia pacjentki do sali. W przedstawieniu osób obecnych. W zamknięciu drzwi. W odpowiednim zasłonięciu ciała. W tonie głosu. W zapytaniu, czy pacjentka rozumie, co będzie robione. W reakcji na wstyd. W ograniczeniu komentarzy. W powstrzymaniu się od rzucania diagnozami bez zbadania sprawy.
Art. 36 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty mówi wprost, że lekarz podczas udzielania świadczeń zdrowotnych ma obowiązek poszanowania intymności i godności osobistej pacjenta. Lekarz ma także dbać, aby inny personel medyczny przestrzegał tej zasady.
To jest szczególnie ważne, gdy w sali znajduje się lekarz o wysokiej pozycji, grupa młodszych lekarzy albo osoby szkolące się. Im większy autorytet osoby prowadzącej badanie, tym trudniej pacjentce zaprotestować. Im większa grupa, tym większe ryzyko uprzedmiotowienia. Im bardziej intymne badanie, tym większy obowiązek ostrożności.
Autorytet lekarza nie polega na tym, że pacjentka milczy. Autorytet lekarza polega na tym, że pacjentka może powiedzieć „boję się” i nie zostanie za to ukarana chłodem.
Pacjentka wychodzi ze szpitala nie tylko z wynikiem, ale też z pamięcią.
System ochrony zdrowia lubi myśleć wynikiem. Rozpoznanie, badanie, leczenie, wypis. Sprawy są zero-jedynkowe. Jeżeli organizm się ustabilizował, sprawa medycznie jest zakończona. Ale pacjentka wychodzi ze szpitala nie tylko z wynikiem. Wychodzi z pamięcią tego, jak została potraktowana, z pamięcią o nadużyciach. Może wyjść z poczuciem tego, że była bezpieczna. Może też wyjść z poczuciem, że była naga, przestraszona i pozbawiona głosu.
Właśnie dlatego art. 20 ustawy o prawach pacjenta jest tak ważny. Nie chroni luksusu. Chroni minimum człowieczeństwa w chwili, gdy człowiek jest najbardziej zależny od innych. Prawo do intymności i godności nie jest dodatkiem do leczenia. Jest częścią leczenia. Bez niego medycyna może być technicznie skuteczna, ale po ludzku przegrana.
Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Autor: mgr. prawa Karolina Zdrojek
Bibliografia i podstawy prawne:
- Art. 20 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, prawo pacjenta do poszanowania intymności i godności.
- Art. 21 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, obecność osoby bliskiej przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych.
- Art. 22 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, obowiązek postępowania w sposób zapewniający poszanowanie intymności i godności oraz zasady obecności innych osób przy świadczeniach.
- Art. 9 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, prawo pacjenta do przystępnej informacji.
- Art. 16 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, prawo pacjenta do zgody lub odmowy zgody na określone świadczenie zdrowotne po uzyskaniu informacji.
- Art. 4 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, możliwość żądania zadośćuczynienia za zawinione naruszenie praw pacjenta.
- Art. 36 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, obowiązek poszanowania intymności i godności osobistej pacjenta oraz regulacja dotycząca jednostek dydaktycznych.
- Kodeks Etyki Lekarskiej obowiązujący od 1 stycznia 2025 r., w szczególności zasady życzliwego i kulturalnego traktowania pacjenta, poszanowania godności, intymności i prywatności oraz obowiązek zrozumiałego informowania pacjenta.
- Materiały Rzecznika Praw Pacjenta dotyczące prawa do intymności i godności oraz przykładów naruszeń tego prawa.
- zdjęcie https://www.magnific.com
