Spalony samochód stojący na skraju lasu

Auto po zakupie okazało się miną. Co może zrobić kupujący?

· 16 min czytania

Używany samochód może być zużyty, ale nie może być prawną pułapką.

Rynek używanych samochodów ma swój własny język. „Auto do jazdy”, „silnik suchy”, „skrzynia pracuje idealnie”, „nic nie stuka”, „tylko lać i jeździć”. Te zdania brzmią niewinnie, dopóki po kilku dniach nie pojawi się kontrolka silnika, dym z wydechu, ubytek płynu chłodniczego, szarpanie skrzyni albo opinia mechanika, że naprawa będzie kosztować kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wtedy zaczyna się najważniejsze pytanie: czy kupujący po prostu miał pecha, czy kupił samochód niezgodny z umową.

Używane auto nie musi być idealne. Ma przebieg, historię, eksploatację i naturalne zużycie. Prawo nie robi z piętnastoletniego samochodu fabrycznie nowego pojazdu tylko dlatego, że ktoś podpisał umowę sprzedaży. Ale prawo nie pozwala też sprzedawać poważnej usterki jako sprawnego auta. Między normalnym zużyciem a wadą jest granica. W praktyce właśnie o tę granicę toczą się największe spory.

Przy samochodach najbardziej zdradliwe jest to, że wada często nie krzyczy w chwili zakupu. Auto odpala, jedzie, hamuje, klimatyzacja działa, a sprzedawca z uśmiechem przekazuje kluczyki. Dopiero później okazuje się, że silnik bierze olej, uszczelka pod głowicą była na granicy, skrzynia automatyczna miała objawy zużycia, filtr DPF został „przygotowany” do sprzedaży, a komputer pokładowy pamięta więcej niż sprzedający chciał powiedzieć. I wtedy sprawa z rozmowy o aucie robi się sprawą o dowody.

Sprzedawca prywatny czy przedsiębiorca zmienia całą konstrukcję umowy.

Najpierw trzeba rozdzielić dwie sytuacje. Inaczej wygląda zakup auta od osoby prywatnej, a inaczej zakup od przedsiębiorcy, na przykład komisu, dealera albo firmy handlującej samochodami. Przy sprzedaży prywatnej podstawowym reżimem jest rękojmia z Kodeksu cywilnego. Art. 556 k.c. stanowi, że sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego, jeżeli rzecz sprzedana ma wadę.

Przy zakupie konsumenckim od przedsiębiorcy działa natomiast konstrukcja braku zgodności towaru z umową z ustawy o prawach konsumenta. Art. 43a tej ustawy przesądza, że w razie braku zgodności towaru z umową konsumentowi przysługują uprawnienia z tego rozdziału. To nie jest kosmetyczna różnica. W praktyce zmienia język reklamacji, ciężar argumentacji i sposób budowania roszczenia.

Dla klienta brzmi to podobnie: auto miało być sprawne, a nie jest. Dla prawnika to są dwa różne tory. W jednym mówimy o wadzie rzeczy sprzedanej. W drugim o braku zgodności towaru z umową. W obu przypadkach chodzi jednak o to samo jądro problemu: kupujący nie dostał tego, co zgodnie z umową, opisem, zapewnieniami i rozsądnymi oczekiwaniami powinien dostać.

„Kupujący zna stan techniczny” nie jest magiczną tarczą.

W umowach sprzedaży samochodu bardzo często pojawia się zdanie, że „kupujący zna stan techniczny pojazdu i nie wnosi zastrzeżeń”. Sprzedawcy lubią ten zapis, bo brzmi jak zamknięcie tematu. Tylko, że prawnie nie zawsze zamyka temat. Kupujący może znać stan widoczny, typowy, możliwy do sprawdzenia przy oględzinach. Nie musi znać ukrytej wady silnika, wcześniejszego przegrzania, zakamuflowanej usterki skrzyni albo tego, że samochód był przygotowany do sprzedaży tak, aby przez jazdę próbną „jakoś przejechał”.

Przy sprzedaży prywatnej strony mogą modyfikować odpowiedzialność z tytułu rękojmi, ale art. 558 k.c. przewiduje bardzo ważny wyjątek: wyłączenie albo ograniczenie odpowiedzialności jest bezskuteczne, jeżeli sprzedawca podstępnie zataił wadę. To jest przepis, który w sprawach samochodowych ma ogromne znaczenie. Jeżeli sprzedawca wiedział, że auto ma poważny problem i go ukrył, nie może potem spokojnie schować się za formułką z umowy.

Przy sprzedaży konsumenckiej od przedsiębiorcy zapewnienia ogólnikowe również nie wystarczają. Art. 43b ustawy o prawach konsumenta przewiduje, że przedsiębiorca nie ponosi odpowiedzialności za konkretną cechę odbiegającą od zgodności z umową tylko wtedy, gdy konsument został o tym wyraźnie poinformowany najpóźniej przy zawarciu umowy i wyraźnie oraz odrębnie zaakceptował brak tej konkretnej cechy. To oznacza, że „auto używane, stan znany kupującemu” to nie to samo co „silnik ma nadmierne zużycie, występuje ubytek oleju, wymaga diagnostyki i możliwego remontu”.

Przykład pierwszy: silnik, który miał być „zdrowy”, ale został tylko wypłukany. (sprawa M.)

Wyobraźmy sobie kupującego, który znajduje ogłoszenie: diesel, 180 tysięcy kilometrów, zadbany, serwisowany, bez wkładu finansowego. Na miejscu auto wygląda dobrze. Silnik jest czysty, komora umyta, nic nie cieknie. Sprzedawca mówi, że oleju nie bierze, turbo suche, rozrząd zrobiony, auto jeździło głównie w trasie. Kupujący robi krótką jazdę próbną. Wszystko wydaje się w porządku.

Po tygodniu zaczyna się spektakl. Najpierw komunikat o niskim poziomie płynu chłodniczego. Potem biały dym przy odpalaniu. Następnie nierówna praca silnika, ubytek oleju, zapach spalin w układzie chłodzenia. Mechanik mówi, że podejrzewa uszczelkę pod głowicą, pękniętą głowicę albo wcześniejsze przegrzanie silnika. Nagle samochód, który miał być „bez wkładu”, staje się pojazdem z potencjalnym remontem za kilkanaście tysięcy złotych.

I tu zaczyna się prawna część historii. Sprzedawca prawdopodobnie powie: „u mnie działało”. To klasyka. Kupujący powie: „to nie mogło powstać po tygodniu”. Mechanik powie: „objawy wskazują, że proces zaczął się wcześniej”. A sprawa zacznie kręcić się wokół pytania, czy przyczyna usterki tkwiła w pojeździe już w chwili sprzedaży. Przy rękojmi art. 559 k.c. wiąże odpowiedzialność sprzedawcy z wadami istniejącymi w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego albo wynikłymi z przyczyny tkwiącej w rzeczy sprzedanej w tej samej chwili.

To nie jest więc opowieść o tym, że każde zepsucie po zakupie obciąża sprzedawcę. Nie. Kluczowe jest źródło awarii. Jeżeli silnik został przegrzany wcześniej, jeżeli usterka była maskowana, jeżeli objawy były chwilowo ukryte przez dolanie płynów, skasowanie błędów albo rozgrzanie auta przed oględzinami, sytuacja prawna kupującego wygląda inaczej niż przy nagłej, niezawinionej awarii po kilku miesiącach normalnej eksploatacji.

Przykład drugi: skrzynia automatyczna, która „czasem szarpnie”. (sprawa C.)

Drugi klasyczny przypadek to automatyczna skrzynia biegów. Sprzedawca mówi: „te skrzynie tak mają”. Kupujący podczas jazdy próbnej czuje lekkie szarpnięcie, ale słyszy, że to normalne, bo auto zimne, bo adaptacja, bo trzeba wymienić olej, bo akumulator słaby. Po kilku dniach skrzynia wchodzi w tryb awaryjny. Po diagnostyce okazuje się, że problem dotyczy mechatroniki, sprzęgieł, konwertera albo sterownika. Koszty idą w tysiące.

Tu znów najważniejsze jest to, co było ustalone przed zakupem. Jeżeli sprzedawca powiedział: „skrzynia pracuje idealnie”, a wada ujawniła się niemal od razu, mamy inną historię niż wtedy, gdy w umowie i w rozmowie jasno wskazano, że skrzynia szarpie, wymaga naprawy i cena została z tego powodu obniżona. Art. 43b ustawy o prawach konsumenta odwołuje się między innymi do zgodności z opisem, jakością i funkcjonalnością, których konsument może oczekiwać. Przy sprzedaży prywatnej z kolei znaczenie będzie miała niezgodność rzeczy z umową i zapewnieniami sprzedawcy.

W sprawach o skrzynię automatyczną często nie chodzi o to, że coś się zepsuło. Chodzi o to, że sprzedawca sprzedawał auto jako sprawne, choć objawy były już wcześniej. Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy po zakupie wychodzą stare błędy w sterowniku, adaptacje wykonane tuż przed sprzedażą albo faktury z warsztatu, które pokazują, że problem był diagnozowany przed transakcją. Sam samochód zaczyna wtedy zeznawać przeciwko sprzedawcy.

Gdzie kończy się normalne zużycie, a zaczyna wada

Kupujący używane auto musi zaakceptować normalne zużycie eksploatacyjne. Klocki hamulcowe, tarcze, opony, akumulator, amortyzatory, drobne wycieki w starym aucie, ślady eksploatacji, zużyte plastiki, rysy, to wszystko może mieścić się w normalnym ryzyku zakupu. Ale czym innym jest drobne zużycie, a czym innym poważna wada, która odbiera pojazdowi właściwości uzgodnione w umowie.

Wada nie musi oznaczać, że auto w ogóle nie jeździ. Wada może polegać na tym, że jeździ tylko pozornie. Jedzie na sprzedaż, ale nie nadaje się do normalnego użytkowania bez natychmiastowej kosztownej naprawy. To częsty mechanizm przy autach „przygotowanych” do transakcji. Świeże mycie silnika, dolane płyny, skasowane błędy, nagrzane auto, opowieści o jednym właścicielu i jazda próbna po parkingu.

Prawo pyta wtedy nie o marketing, tylko o zgodność z umową. Przy sprzedaży konsumenckiej art. 43b ustawy o prawach konsumenta mówi o zgodności towaru między innymi z opisem, funkcjonalnością, jakością i przydatnością do celu. Przy rękojmi z Kodeksu cywilnego mówimy o wadzie rzeczy. Art. 556 k.c. otwiera odpowiedzialność sprzedawcy za rzecz wadliwą.

Słowa sprzedawcy potrafią być dowodem.

Sprzedawcy często nie doceniają własnych zapewnień. Piszą w ogłoszeniu: „silnik idealny”, „skrzynia bez zarzutu”, „auto bezwypadkowe”, „żadnych wycieków”, „stan bardzo dobry”. Potem, gdy wychodzi wada, mówią: „to tylko ogłoszenie”. Nie zawsze tak łatwo. Opis pojazdu, wiadomości, SMS-y, nagrania rozmów, zapewnienia przy oględzinach i treść faktury mogą mieć znaczenie dla ustalenia, co było przedmiotem umowy i czego kupujący mógł rozsądnie oczekiwać.

Jeżeli samochód był opisany jako sprawny i gotowy do jazdy, a po kilku dniach wymaga remontu silnika, sprawa nie zaczyna się od ceny złomu. Zaczyna się od pytania, co konkretnie zostało obiecane. Jeżeli sprzedawca zapewniał, że auto jest bezwypadkowe, a potem wychodzi naprawa strukturalna, to nie jest kwestia gustu. Jeżeli mówił, że skrzynia pracuje poprawnie, a później ujawnia się stara usterka, to nie jest tylko „charakterystyka modelu”.

W sprawach samochodowych ogromne znaczenie ma kontrast. Co było powiedziane przed sprzedażą i co wyszło po sprzedaży. Im większy rozdźwięk, tym mocniejsza historia prawna kupującego.

Czego kupujący często nie rozumie?

Kupujący często myśli, że musi od razu wybrać jedno wielkie roszczenie. Zwrot auta. Zwrot pieniędzy. Naprawa. Obniżenie ceny. Odszkodowanie. A tymczasem prawnie ważne jest zrozumienie struktury. Przy sprzedaży konsumenckiej od przedsiębiorcy pierwszym poziomem jest naprawa albo wymiana, przy czym w przypadku używanego auta wymiana jest zwykle mało realna. Art. 43d ustawy o prawach konsumenta wskazuje, że przedsiębiorca dokonuje naprawy albo wymiany w rozsądnym czasie i bez nadmiernych niedogodności dla konsumenta. Dopiero w określonych sytuacjach pojawia się obniżenie ceny albo odstąpienie od umowy, o czym mówi art. 43e.

Przy rękojmi z Kodeksu cywilnego art. 560 k.c. przewiduje obniżenie ceny albo odstąpienie od umowy, przy czym sprzedawca może w określonych sytuacjach zareagować przez usunięcie wady albo wymianę rzeczy. Art. 561 k.c. dotyczy żądania wymiany rzeczy na wolną od wad albo usunięcia wady.

Ale w artykule dla klienta najważniejszy jest przekaz prostszy: nie każda usterka od razu oznacza zwrot auta, ale też nie każda usterka jest problemem kupującego. Wszystko zależy od tego, kto sprzedał, co obiecał, jaka jest wada, kiedy się ujawniła i czy jej źródło tkwiło w pojeździe przed zakupem.

Przykład trzeci: auto po „drobnej stłuczce”, Potwór Frankensteina, który był poskładany z trzech innych samochodów. (sprawa K.)

Nie wszystkie sprawy dotyczą silnika i skrzyni. Czasem problemem jest historia pojazdu. Sprzedawca mówi: „była kosmetyka, zderzak, lampa, nic poważnego”. Po zakupie okazuje się, że podłużnice były naprawiane, elementy konstrukcyjne prostowane, źle spasowane, poduszki powietrzne wymienione albo, co gorsza, ich brak. Auto przestaje być po prostu „używane”. Staje się pojazdem o innym ryzyku, innej wartości i innej historii niż ta przedstawiona kupującemu.

Tu znów nie chodzi o to, że każde auto po kolizji jest wadliwe. Auto po naprawie może być pełnowartościowe, jeżeli naprawa była prawidłowa, a kupujący został o historii poinformowany. Problem zaczyna się wtedy, gdy zakres szkody został ukryty albo zminimalizowany. Kupujący inaczej wycenia „lakierowany błotnik”, a inaczej pojazd po poważnym zdarzeniu. Jeżeli sprzedawca ukrył fakty istotne dla decyzji kupującego, sprawa może wejść nie tylko w reżim rękojmi lub braku zgodności, ale także w wątki podstępu, błędu i odpowiedzialności odszkodowawczej.

Właśnie dlatego samochód to nie tylko rzecz. To historia rzeczy. A sprzedawca nie sprzedaje wyłącznie metalu, lakieru i przebiegu. Sprzedaje także informację o stanie, historii i ryzyku.

Kiedy wada jest „istotna”?

W sprawach samochodowych często pojawia się słowo „istotna”. Ma ono znaczenie szczególnie przy odstąpieniu od umowy. W uproszczeniu, nie każda wada uzasadnia oddanie auta. Drobna usterka może prowadzić do naprawy albo obniżenia ceny. Ale wada, która powoduje, że pojazd nie nadaje się do normalnego używania, wymaga bardzo kosztownego remontu albo przeczy podstawowym zapewnieniom sprzedawcy, może mieć ciężar znacznie większy.

Uszkodzony silnik, poważna wada skrzyni automatycznej, ukryta powypadkowość, cofnięty licznik, wada prawna pojazdu, to nie są drobiazgi. To elementy, które mogą zmieniać sens całej umowy. Jeżeli po tygodniu staje się właścicielem kosztorysu remontu zamiast środka transportu, prawo zaczyna pytać, czy umowa rzeczywiście została wykonana prawidłowo.

Gwoli ścisłości, trzeba nadmienić jeszcze jedno: sprzedawca nie zawsze przegrywa. Może wykazać, że wada nie istniała w chwili sprzedaży, że wynika z późniejszej eksploatacji, że kupujący wiedział o usterce, że cena uwzględniała stan auta, że pojazd był sprzedany jako uszkodzony w konkretnym zakresie, albo że roszczenie jest nadmierne. Przy autach używanych to ma znaczenie.

Nie każda kontrolka po zakupie jest ukrytą wadą. Nie każdy wyciek w starym samochodzie jest podstawą do odstąpienia od umowy. Nie każdy koszt serwisu jest odpowiedzialnością sprzedawcy. Prawo chroni kupującego przed wadą, nie przed samym faktem, że używane auto wymaga utrzymania.

Tego typu sprawy polegają na pokazaniu, że wada była istotna, ukryta, niezgodna z umową albo z zapewnieniami, a jej źródło nie pojawiło się dopiero po zakupie.

Autor: mgr prawa Karolina Zdrojek

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Bibliografia

  • Art. 43a ustawy o prawach konsumenta, brak zgodności towaru z umową. ([Lexlege](https://lexlege.pl/ustawa-o-prawach-konsumenta/art-43a/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 43b ustawy o prawach konsumenta, kryteria zgodności towaru z umową oraz obowiązek wyraźnego poinformowania konsumenta o konkretnej cesze odbiegającej od zgodności. ([Lexlege](https://lexlege.pl/ustawa-o-prawach-konsumenta/art-43b/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 43c ustawy o prawach konsumenta, odpowiedzialność przedsiębiorcy i domniemanie istnienia braku zgodności. ([Lexlege](https://lexlege.pl/ustawa-o-prawach-konsumenta/art-43c/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 43d ustawy o prawach konsumenta, naprawa albo wymiana towaru. ([Lexlege](https://lexlege.pl/ustawa-o-prawach-konsumenta/art-43d/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 43e ustawy o prawach konsumenta, obniżenie ceny albo odstąpienie od umowy. ([Lexlege](https://lexlege.pl/ustawa-o-prawach-konsumenta/art-43e/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 556 Kodeksu cywilnego, odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi. ([Lexlege](https://lexlege.pl/kc/art-556/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 558 Kodeksu cywilnego, wyłączenie lub ograniczenie rękojmi i podstępne zatajenie wady. ([Lexlege](https://lexlege.pl/kc/art-558/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 559 Kodeksu cywilnego, odpowiedzialność za wady istniejące w chwili przejścia niebezpieczeństwa albo wynikłe z przyczyny tkwiącej w rzeczy w tej samej chwili. ([pb.pl](https://lexlege.pb.pl/kodeks-cywilny/dzial-ii-rekojmia-za-wady/2006?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 560 Kodeksu cywilnego, obniżenie ceny albo odstąpienie od umowy. ([Lexlege](https://lexlege.pl/kc/art-560/?utm_source=chatgpt.com))
  • Art. 561 Kodeksu cywilnego, żądanie usunięcia wady albo wymiany rzeczy. ([Lexlege](https://lexlege.pl/kc/rozdzial-ii-zastaw-na-prawach/1983/?utm_source=chatgpt.com))
  • Zdjęcie: [magnific.com](https://www.magnific.com)